Psy od zawsze były częścią mojego życia, jednak najważniejsza była, jest i zawsze będzie Gaja.

Zanim się poznaliśmy, długo zastanawiałem się nad rasą, sporo czytałem i analizowałem swój tryb życia, moje pasje, a także etap życia na jakim byłem – prawie magister z planami na studia doktorskie. Brałem również pod uwagę jakie mam auto – wtedy był to Fiat UNO – 1.0 FIRE (YEAH!!!), auto, którym 17 sekund wyprzedzałem TIRa na dwupasmówce. Jednak w tym przypadku, pewnie odwrotnie niż w wielu sferach życia, to nie szalone możliwości, a rozmiar miał znaczenie. Musiałem się upewnić, że moje auto pomieści golden retrievera – bo na tę właśnie rasę się zdecydowałem.

Golden będzie mógł towarzyszyć w długich wędrówkach po lesie, w pływaniu w jeziorach, rzekach i morzu – myślałem. Później okazało się, że Golden skorzysta z każdej głębszej kałuży, rowu, czy przysłowiowej smródki. Z Goldenem wreszcie, będę mógł w przyszłości budować zespół terapeutyczny, jeśli uda nam się posiąść odpowiednie umiejętności. Jak się okazało udało się – udało się również zarazić naszą pasją wiele osób i założyć Stowarzyszenie Po To Jestem, działające w całym Województwie Zachodniopomorskim od 2008 roku.

Wybrałem hodowlę – rodzinną, psy były po prostu mądrze kochane i to było dla mnie najważniejsze. Poznałem ojca i matkę mojego przyszłego szczeniaka, poznałem właścicieli, w moim przekonaniu lepiej nie mogłem trafić. Kiedy urodziły się szczenięta, nadszedł czas odwiedzin, spotkań przyglądania się miotowi i… pierwszych testów wyszukanych gdzieś w stosunkowo młodym internecie. Za każdym razem wybór padał na suczkę, silną, pewną siebie, ale nieagresywną wobec innych szczeniąt, łatwo odnajdującą się wśród nieznanych zapachów oraz w nieznanych pomieszczeniach. Dążyła do kontaktu z człowiekiem, miała odpowiadający mi temperament. W moim przekonaniu, wdzięczność za wszystko co dobre, jest podstawą szczęśliwego życia. Niewątpliwie dzięki Gai odkryłem czym może być prawdziwa pasja i czerpanie radości z czegoś, co wielu ludzi nazywa pracą. Imię Gaja odzwierciedlało siłę natury, która w niej drzemała, dążyła do poznawania świata, a ja chciałem jej towarzyszyć.

Później przyszedł czas na szkolenie, najpierw na podstawie artykułów znalezionych na stronach DELTA SOCIETY, a następnie próby wśród polskich ośrodków szkoleniowych i tych specjalizujących się w kynoterapii i dogoterapii. Potem przyszła refleksja, że trzeba poszukać za granicą. Wybór padł na CASI Institute Jamesa O’Hare, autora słynnej książki Zachowania agresywne u psów. Diploma of Canine Behavior Science and Technology, okazał się strzałem w dziesiątkę. Do tej pory jestem członkiem CASI Institute, dzięki czemu rozwijam kontakty z wysoko wykwalifikowanymi specjalistami na całym świecie.

Korzystając z doświadczeń i ugruntowanej wiedzy, postanowiłem założyć szkołę dla psów, którą nazwałem PIES POTRAFI, na przekór wszystkim tym, którzy już na pierwszym spotkaniu szkoleniowym stwierdzali, że ich pies nic nie potrafi. Później w trakcie analizy zachowań w domu okazywało się, że pies często kontroluje sytuację domową, a problem polegał na tym, że ludzie zwyczajnie nie umieli pokierować swoim zachowaniem w taki sposób, by w pełni cieszyć się życiem z psem.
Czasem jednak zdarzało się, że pies i człowiek byli naprawdę źle dopasowani. Zdarzało się, że pies był naprawdę silny, adoptowany ze schroniska, nie reagował na komunikaty, a jego pani drobniutka, i choć z ogromnym zaangażowaniem, to miała problem z dotarciem na zajęcia bez urazów. Uszkodzone kolana od przewrotek na betonie, nadwyrężone łokcie i barki – łzy bezsilności w oczach. Inna czworonożna kandydatka gryzła wszystko w ekscytacji: niszczyła smycze i uciekała. Jej przewodniczka opowiadała mi historię, w której w bezsilności nadepnęła na smycz, wtedy pies rozszarpał jej buty. Z czasem prowadząc szkołę, spotykałem takich klientów coraz więcej i zastanawiałem się jak im pomóc? Jak umożliwić rozpoczęcie pracy z psem…

Klienci często przyznawali się, że praktycznie nie spacerują ze swoim czworonogiem, gdyż szarpiący na smyczy pies odbiera im wszelką przyjemność z przechadzki, boją się o bezpieczeństwo swoje i czworonoga. Co jeśli pies przegryzie smycz i zerwie się gdzieś w mieście lub mnie przewróci i ucieknie?
Pies, który nie wychodzi na spacery i nie może eksplorować przestrzeni, jest sfrustrowany. Jeśli jedyne jego wyjście to podróż na szkolenie, to w czasie zajęć jest tak podekscytowany, że w ogóle nie może się skoncentrować na przewodniku. Człowiek utwierdza się w przekonaniu, że nic nie można zrobić i… No właśnie, co dalej? Pies wraóciwszy do domu rozładuje napięcie odwołując się do kompulsywnych zachowań instynktownych – będzie gryzł, kopał, drapał i wyl z frustracji. Są to główne powody, dla których psy trafiają lub powtórnie trafiają do schronisk – kiedy psy, które miały być miłym dodatkiem do życia, stają się uciążliwym obowiązkiem, a koniec końców problemem nie do zniesienia. Ludzie w bezsilności w końcu zaczynają – wbrew poczuciu winy – zastanawiać się jak pozbyć się psa…

Dzięki Gai zrozumiałem ile szczęścia i dobra może wnieść pies do ludzkiego życia. Kiedy w mojej głowie zaczęły kiełkować pomysły dające początki marce IDEALEASH, kierowałem się przede wszystkim potrzebą stworzenia produktu, który pozwoli odkryć lub odzyskać radość ze spacerów z psem ludziom, którzy tracą nadzieję. To był punkt wyjścia – by od samego początku najważniejsze były KOMFORT i BEZPIECZEŃSTWO.

Inne wpisy